Próba opowiedzenia o wydającym się już sprawą odległą w czasie, a przecież w sumie dość niedawną, doświadczeniu pandemii koronawirusa. Niestety spektakl wyreżyserowany przez Nastazję Gonerę na podstawie tekstu Mariusza Gołosza nie jest ani odkrywczy ani angażujący. Jest zwyczajnie nudny.
Czary goryczy dopełniła rozmowa po spektaklu, w której twórcy nie dość, że również nie mieli nic wartego uwagi do przekazania, to jeszcze przy okazji w nieznośny sposób kaleczyli polszczyznę. Zapewne jestem już gatunkiem na wymarciu - choć jak wiemy z pewnego filmu mężczyźni to nie mamuty...

- ale to się już nie zmieni. A przykład idzie z góry - skoro ludzie kultury tak mówią, to czego oczekiwać od tzw. zwykłego obywatela.